Rozważań ciąg dalszy, w końcu o hafcie to można godzinami gadać. Jednak o ile o samej sztuce wyszywania wspominam innym ludziom, to raczej pomijam milczeniem o innych rzeczach z tym związanych :). Obawiam się, że mogłoby się to spotkać z jeszcze większym niezrozumieniem mojej pasji.
W tym poście będzie więc w skrócie o moich innych "nałogach" wynikających z haftu.
Nałogi z tendencją nasilającą się:
1. Nożyczki do haftu, ale też inne
Tak więc, są całkiem niespodziewanym dla mnie nałogiem, który długo wypierałam z własnej świadomości.
Przyznaję, że uwielbiam nożyczki w każdej postaci. Posiadam ich już na tyle dużo, że można je określić mianem kolekcji. Wchodziłam w ich posiadanie jakoś tak przypadkowo i zupełnie nie wiem skąd ich się tyle nabrało.
Niech pomyślę, chyba mam z 25 szt., może więcej.
2. Tkaniny i płótna do haftu
No wiem, wiem przecież, nie mam takiej mocy przerobowej, aby te płótna szybko wykorzystać, ale i tak kupują ciągle nowe rodzaje i kolory zwłaszcza lnianych i bawełnianych. Mam słabość do tych naturalnych materiałów. Wielką przyjemność sprawia mi nawet ich przeglądanie od czasu do czasu.
Sporo, ich nie liczę.
3. Tamborki
Nie wyobrażam sobie haftu bez tego sprzętu. Jak dla mnie, jest to jedno z najdoskonalszych narzędzi wymyślonych, aby ułatwić życie hafciarce. Bynajmniej ich nie kolekcjonuję, ale i tak mam ich sporo. Wszystkie są świetnej jakości, zarówno drewniane jak i plastikowe. W planach mam zakup kolejnych z myślą wykorzystania też jako oprawy haftów i zrobienia większego skupiska.
Mam obecnie 10 różnych (większość używam), jedenasty w drodze.
4. Różne hafciarskie gadżety
Nazbierało się tego trochę, zazwyczaj są mało przydatne, ale mam ogromną frajdę w ich przewalaniu od czasu do czasu. Całe szczęście większość dostałam a nie kupowałam.
Sporo tego, aby określić ilość i rodzaj powinnam przeprowadzić inwentaryzację.
5. Książki robótkowe
Z książkami to u mnie zaczęło się całkiem niedawno. Kiedyś wcale nie potrzebowałam posiadania wydawnictw robótkowych, a ich ceny mnie odstraszały. Jednak dostępność od czasu do czasu fajnych pozycji w antykwariacie oraz bardzo duże przeceny w księgarniach internetowych spowodowały, że posiadam obecnie sporą kolekcję. Faktycznie, większość jest chyba bardziej do oglądania niż praktycznego zastosowania, mam jednak swoje ulubione. Z tej mani nie mam zamiaru się leczyć i mam nad nią w miarę kontrolę, bo staram się weryfikować zawartość książek przed zakupem.
Mam obecnie gdzieś powyżej 60 pozycji o różnej tematyce robótkowej. Dokładnie nie wiem, bo są w różnych miejscach w domu.
6. Blogowanie
Chyba największe uzależnienie, z różnym stopniem nasilenia, ale ciągle mocne.
7. Tworzenie schematów
Całkiem nowa sprawa, ale już mną zawładnęło, strasznie mi się podoba tworzenie schematów, nawet tych prościutkich. Pochłania jednak sporo czasu a muszę go dzielić z innymi sprawami. Obecnie tworzę wzorki z postaciami z bajek, niedługo opiszę po co :).
Nałogi wyleczone:
1. Gazetki robótkowe
Na
początku mojego wyszywania, kupowałam sporo gazetek wydawanych w
Polsce, zazwyczaj w antykwariacie lub na wyprzedażach taniej prasy.
Trochę schematów z nich wyszyłam, internet jednak w końcu otworzył mi
oczy i pokazał inny świat. Tak więc ja poszłam dalej a nasza prasa,
ciągle jest na tym samym etapie co kiedyś w zakresie haftów. Z
sentymentu jednak trzymam te stare gazetki. Mam sporo np. takich jak: "Anna", "Kram z robótkami", "Hafty polskie", "Igłą malowane", "Wena", "Lena" i numery specjalne.
Ostatnie kupowane nr to rok 2008, jednak wyszywanie z nich zarzuciłam
jeszcze kilka lat wcześniej. Obecnie czuję się z tej mani wyleczona i
tylko przeglądam gazetki zagraniczne w wersji elektronicznej oraz korzystam z tych wzorków .
2. Magazynowanie schematów
Największą
falę zbieractwa mam już za sobą, teraz zdecydowanie rzadziej buszuję po internecie
w ich poszukiwaniach. Jednak i tak ilość zmagazynowanych plików mam
ogromną.
Całe szczęście dla mojego
portfela, nie mam potrzeby posiadania pełnych zestawów do haftu. Wynika
to raczej z tego, że bardzo często się rozmyślam odnośnie danego
schematu, więc pewnie większość po prostu leżałaby w szafie nietknięta.
Gusta i potrzeby hafciarskie też bardzo mi się zmieniały przez lata.
Nie wciągnęłam się:
1. Naparstki
Podobają mi się wasze kolekcje, które podziwiam na blogach. Pod tym wpływem zaczęłam żałować, że podróżując nie zwracałam do tej pory jakoś na nie uwagi. Postanowiłam się bardziej za nimi rozglądać, kupiłam tylko 3 i jakoś nie wciągnęłam się. Zostanę przy nożyczkach a może kiedyś się wymienię :)
Ale się rozpisałam, pewnie mało kto to przeczyta :), ale mimo to zapytam :). Jak to jest z wami, macie jakieś hafciarskie objawy "chorobowe"?