W czerwcu na niektórych blogach pojawiły się posty z zabawą "Moje hafciarskie przyzwyczajenia". Przeglądałam te wpisy i znowu naszły mnie pewne przemyślenia, że w niektórych kwestiach nie są one zbyt dobre i wstrzymują własny rozwój.
Po sobie wiem, że nie jest się łatwo przełamać i często potrzebne zmiany następują po zbyt długim czasie.
Od lat najważniejszą dla mnie kwestią jest wysoka jakość używanych materiałów do haftu, tylko renomowanych producentów. Na początku nie ustrzegłam się tego błędu, korzystając zbyt długo z polskich tkanin typu Aida, o wielgaśnych oczkach i strasznej deformacji. Nie mam do nich sentymentu i dumam teraz do czego mogę je wykorzystać: dywan, kurtka ???
Właśnie przyzwyczajenia i może strach wstrzymują nas więc m. in. przed:
1. Zmianą lub wypróbowaniem nowej techniki (haftowanie kolorami, używanie koralików, parkowanie).
Całe szczęście od początku haftowania ustrzegłam się wielu błędów, moje krzyżyki powstawały w jedną stronę i nie robiłam supełków. Haftowałam kolorami i nadal stosuję tą metodę. Jednak mam znowu ochotę na większy haft i wiem już, że wypróbuję przy nim metodę parkowania nici. Długo się przed tym wzbraniałam, ale jak będę miała więcej czasu i się do takiego olbrzyma przybiorę to spróbuję.
2. Wypróbowaniem innych tkanin niż Aida i o drobniejszym splocie (len, inne płótna specjalne do haftu o różnym składzie).
O ile już lata temu zrezygnowałam z kiepskich tkanin i dużych krzyżyków, to do płócien specjalnych zabierałam się dość długo. Kocham teraz zwłaszcza len i sporo na nim haftuję. W miarę wykorzystania własnych zapasów i możliwości finansowych nadal będę testować inne płótna.
Całe szczęście, że nie zaczęłam na Aidzie haftować wzorów Nimue, bo one najlepiej wyglądają na płótnach.
Nie bójcie się dziewczyny lnu, szkoda czasu :)
3. Wypróbowanie przydatnych akcesoriów w celu ułatwieniu sobie pracy.
Producenci zalewają nas akcesoriami, które wcale nie są tanie i często też nieprzydatne. Jednak bez niektórych obyć się nie mogę, a po inne sięgnę jak uznam, że będą mi potrzebne (np. krosno) lub robię sama (organizer na igły).
Uwielbiam tępe gobelinowe igły i nie wyobrażam sobie, żeby wykorzystywać inne do haftu. Tak samo haftowanie koralikami specjalnymi igłami to zupełnie inny komfort. Także praca bez tamborka i nożyczek do haftu, byłaby dla mnie sporym wyzwaniem. System organizacji i przechowywania, też daje duże pole do popisu własnego.
Haft krzyżykowy cały czas się rozwija a informacje na blogach ułatwiają w podjęciu decyzji co do zmian, które można wprowadzić. Obserwuję to ostatnio zwłaszcza w przestawianiu się na płótna i odnośnie metody parkowania.
W każdym bądź razie obiecałam sobie nie zamykać się na nowości, czego i wam życzę.
A jak to jest z wami, macie takie kwestie, które ciągle odkładacie, przy których uparcie trwacie, czegoś się boicie spróbować, zmienić?
Agnieszka Osiecka
"Nie przyzwyczajaj się"
A jednak proszę – nie przyzwyczajaj się,
do flirtów za dwa grosze – nie przyzwyczajaj się,
do panów bez polotu, do manier spod Szamotuł
nie przyzwyczajaj się.
Do maja bez ptaszyny, do wizyt bez rośliny,
ja bardzo proszę – nie przyzwyczajaj się.
do flirtów za dwa grosze – nie przyzwyczajaj się,
do panów bez polotu, do manier spod Szamotuł
nie przyzwyczajaj się.
Do maja bez ptaszyny, do wizyt bez rośliny,
ja bardzo proszę – nie przyzwyczajaj się.
































