Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boliwia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boliwia. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2011

Kuchnia Boliwii

Sezon wakacyjny w pełni to powrzucam troszkę zaległych informacji kulinarno-pamiątkowych. 
Dziś krótko  o boliwijskiej kuchni, bo nie zapadła mi zbytnio w pamięci jako tako. Pewnie dlatego, że jest bardzo podobna do peruwiańskiej, więc taka trochę nijaka (napiszę o niej później). 
Jednak o jednym posiłku muszę wspomnieć, bo jest niepowtarzalny i dostępny tylko w Boliwii. Jest to mianowicie śniadanie tubylców składające się z pastela z gorącym napojem z owoców i przypraw korzennych (api) lub z mąki kukurydzianej (tojori). Pastel to duża empanada (pieróg) z serem w środku (taki nadmuchany), smażony w tłuszczu i akurat mnie to nie powaliło, bo nie lubię sera. Jednak Api jest bardzo smaczne, najlepsze mieszane (mezclado), czuję jego smak do dziś. Bardzo rozgrzewał w zimne wieczory (też można było dostać) i ranki. Indianki ważą oddzielnie mikstury w dużych garach na ulicy lub prowizorycznych kuchniach na bazarach. Do wysokiego kufla nalewają gęstą maź czerwoną i jasno żółtą -  pięknie się to mieszało. Mi wizualnie kojarzyło się to z sokiem jabłkowym i wiśniowym, ale to był inny smak, cierpko-słodko-korzenny. Na zdjęciu jest już tylko połowa kufla, ale widać mieszankę i na pierwszym planie pastel.
Nie mogę też pominąć jedynej ryby jaka w tym rejonie mi naprawdę bardzo smakowała. To pstrąg "Diablo" z jeziora Titicaca o ostrym wyrazistym smak. Wzdłuż jeziora jest pełno budek, gdzie można przysiąść i dostać świeżego pstrąga na kilka sposobów. Przygotowują to właściwie na oczach wygłodniałych klientów. Co ciekawe pstrąg nie występował w tym jeziorze w naturze, ale został wprowadzony jako ryba hodowlana przez Indian, którzy mieszkają na jeziorze na pływających tratwach.

19 listopada 2010

Indiańskie laleczki

Peru i Boliwia to pierwsze kraje na mojej drodze, gdzie lalki obok tkanin to podstawowe wyroby. Jest ich tam bardzo dużo w różnych rozmiarach i kolorystyce. Przedstawiają tubylców w całej krasie z dużą ilością dzieci i przedmiotami codziennego użytku.
Strój zrobiony jest oczywiście z miejscowych tkanin i obowiązkowo manta (czyli chusta do noszenia dzieciaków, czy innych rzeczy).
Laleczki w Peru i Boliwii były bardzo podobne, dlatego nie przedstawiam ich oddzielnie. Ceny kształtowały się w granicach od 5 do 40 zł (w zależności od wielkości i miejsca zakupu). 

Mały przegląd tej twórczości prezentuję poniżej: 







 poniżej widać skąd się wziął taki wzór :) matki karmiącej



Poza ww. lalkami były też bardziej mroczne, przynajmniej dla mnie. Robione były w stylu starych zabawek. Tkanina wyblakła, nieraz przetarta, postrzępiona lub dziurawa a jako stelaż związane gałązki. Mi kojarzyły się trochę z mumiami, ale nie znam właściwie historii ich tworzenia. Na początku nie byłam nimi zachwycona, ale później uznałam, że może coś w sobie mają. W każdym bądź razie na pewno nie są do zabawy, a raczej postawienia lub powieszenia jako element dekoracyjny w miejscu niedostępnym dla dzieci. 
i  manty
A takie przyjechały ze mną: Indiańska prząśniczka z kupką maluchów, poduszeczka na igły z główkami dzieci (dziwne zestawienie) i Chaska - lalka nie robiona przez Indian, zakup jej wynikał ze względów bezpieczeństwa. Jest mięciutka i ma być prezentem dla małej dziewczynki a indiańskie miały trochę elementów niebezpiecznych (np.: wrzeciona, jakieś gliniane naczynia itp.) i są  dość twarde (takie wypełnienie).

I na koniec jeszcze bardzo ładnie maskotki - lamy (z galerii z pamiątkami z wyższej półki, cenowo też):
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

recent posts