Ciągle nie mogę się zdecydować, co powinnam zacząć haftować. Ta niemoc trwa właściwie u mnie od skończenia "La Clef", zdaje się w kwietniu. Nie mam więc teraz nic nowego na tamborku. Podjęłam próbę dokończenia ikonki, ale słabo mi idzie. W czerwcu zaczęłam malutki hafcik do kolejnego medalionu i wczoraj nawet coś nadgoniłam. Jest szansa, że dziś go skończę.
Cały czas moim wyrzutem sumienia jest HAED, którego też przybywa bardzo mało. Jednak, tak w odniesieniu do zabawy na blogu Eli, mogę tu pokazać plecki, chociaż ja akurat często wrzucam zdjęcia lewej strony moich haftów.
Widać na tym dość skomplikowanym hafcie, że pozwalam sobie na przeciąganie nitek tam gdzie jest jeszcze luźno. W miarę zagęszczania haftu samoczynnie one znikają pod kolejnymi krzyżykami i tył wygląda tak jak powyżej, gdzie jest zahaftowany fragment całkowicie.
W odniesieniu do mojego ostatniego posta, to nie spodziewałam się takiego odzewu. Z wielkim zaciekawieniem czytałam wszystkie wasze wypowiedzi i sporo się dowiedziałam :), bo wywiązała się bardzo interesująca dyskusja, za którą wam dziękuję.
Muszę się też wstępnie pochwalić, bo dziś w ramach poprawy sobie humoru, postanowiłam kupić kolejne hafciarskie nożyczki (aż trzy sztuki). To zajęcie bardzo dobrze na mnie wpłynęło i teraz z niecierpliwością czekam na przesyłkę :).















